• Wpisów:2
  • Średnio co: 72 dni
  • Ostatni wpis:218 dni temu
  • Licznik odwiedzin:195 / 218 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Czy człowiek zawsze musi pragnąć czegoś, co nieosiągalne? Odkąd pamiętam, lecę na zajętych facetów. I nie jest tak, że mam ochotę zburzyć czyjeś szczęście (czyt. rozwalić czyjś związek). Po prostu zawsze dowiaduję się po czasie. Było ich chyba z trzech. Była miłość z liceum (a raczej zauroczenie), później kolega z pracy, który na początku nie robił na mnie dużego wrażenie, ale z czasem coś mnie w nim zaintrygowało, a teraz? Teraz jest chłoptaś, który również ze mną pracuje. Zaczęło się od niewinnego pisania. "Co tam? Jak tam?" Co jakiś czas. Później pisaliśmy niemalże codziennie. Fakt wiedziałam o tym, że jest zajęty, ale tliła się we mnie cicha nadzieja, że może ja okażę się tą lepszą; że we mnie zobaczy coś, czego nigdy nie dostrzegł w niej. Ignorowałam to, że nasze rozmowy zawsze schodziły do tematów "lekko" dwuznacznych i że co piątek, żegnał się ze mną obiecując, że wkrótce się odezwie. Wiedziałam, że weekend to ten czas, gdy widzi się z nią (mieszkają ponad sto kilometrów od siebie). Czy mi to przeszkadzało? Oczywiście, że tak. Co chwilę zastanawiałam się, co robią w danym momencie i czy są ze sobą bardzo blisko. Mimo to z niecierpliwościa czekałam na początek tygodnia, bo wiedziałam, że wtedy znowu go zobaczę.Tylko że on widział to chyba troszkę inaczej, niż ja. Dla niego było to zwykłe odbicie od codziennych spraw. Taka życiowa odskocznia. Popisać troszkę (pół roku) z ładną i sympatyczną dziewczyną (sam tak mnie kiedyś nazwał). Niestety moja romantyczna dusza sprawia, że wszystko przeżywam bardzo intensywnie. Głupią wymianę zdań na fejsie z przystojniakiem z pracy traktuję mega poważnie i wkręcam się na całego.
 

 
Dzisiaj tak nudziło mi się w pracy, że zaczęłam czytać książkę, której bohaterką jest nastoletnia Weronika, która całe swoje życie widzi w ciemnych barwach. Nie mając komu zwierzyć się ze swoich problemów i frustracji postanawia założyć bloga i tam wylewać swoje żale. Ja nastolatką już niestety (a może na szczęście) nie jestem i do pesymistów także nie należę (raczej), jednak w tym momencie poczułam narastającą chęć pisania. Kiedyś próbowałam napisać nawet powieść. A nawet więcej. Na próbach niestety się skończyło. Może podobnie, jak bohaterka mojej nowej ulubionej książki, znajdę w wirtualnym świecie idealnego powiernika. Mam nadzieję, że na jednym wpisie się nie skończy i będę tu częściej zaglądać, by podzielić się wydarzeniami z mojego życia.